Hey,
tak sobie pomyślałam że zapytam Was ile spędzacie czasu nad książkami. Chodzi mi o przedmioty wiodące (biologia, chemia, fizyka). Czy się korkujecie? Jak tak to ile w tygodniu lekcji (godzina tygodniowo, dwie, trzy???). Noi jak w szkole czy wysoki poziom czy nie bardzo? ja sama troszę się marwtię z tymw szytskim czy dam rade bo fizyke mam tragiczną w szkole a wiadomo, że rozszerzona fizyka w szkole nie może równać się z tym co sama się ucze (staram się).... ??? Piszcoe
madziu, ja juz nie szkolny gieroj, ale "kiedy bylem w twoim wieku" - w czwartej klasie uczylem sie duzo, do polnocy siedzialem zazwyczaj, lub dluzej jak sie udalo. od trzeciej korki z biologii po chyba 1,5 godziny tygodniowo, pod koniec czwartej korki z chemi. fizy nie zdawalem. przede wszystkim samodzielna nauka! wiec (choc moze to wiesz) nie przeceniaj korkow, maja ci pomoc a nie nauczyc za ciebie
Olik
Dołączył: 23 Sty 2005 Posty: 272
Studia: jestem absolwentem biotechnologii
Wysłany: 05.04.2005, 08:09:10
Czy dużo się uczyłam... jak na mnie b. dużo, jak na innych niedużo
Biologia - przygotowanie do olimpiady. Niestedty bimbałam sobie i skończyło się na braku marnych punktów do bycia laureatem :/
Chemia - wtedy jeszcze znienawidzona jako nudny przedmiot była moja zmorą. Była taka... Łopatologiczna i tępa. Dziennie po 120 zadań robiłam z chemii, ok. 100 z biologii (pytań testowych) i ok. 130 z fizyki (zdawałam na medycynę). Zajmowało mi to ok. 2-3 godzin na przedmiot.
Nie siedziałam nocamiu chyba że miałam taki nastrój. Zdałam egzaminy bardzo dobrze, może dlatego, że nie przeszkadzała mi matura (zredukowałam ją do jednego pisemnego egzaminu, teraz chyba się tak nie da).
Nie liczy się ilość, a jakość nauki. Często bardziej sensowne jest pół godziny ostrej, systematycznej pracy nisz sześć godzin siedzenia nad książką.
Acha, polecam książki wydawniztwa medyk, nie mówiąc oczywiście o cudownym Lewińskim. Hoser nie posiada fajności .
A na korki chodziłam z fizyki w czwrtej klasie. Bo chodiłam do liceum, w któym się wiele nie robiło.
ja to blado przy was wypadam
troche ryzykownie, ale nie ma to jak wierzyc w siebie moja droga na UMCS (tutaj chcialem od poczatku) biegla poprzez olimpiade ekologiczna,
jak kolezance wyzej zabraklo minimalnie punktow (jeden do dogrywki dwa do laureata - no ale w takiej samej sytuacji jak ja bylo kilkanascie ososb, wiec nie ma co sie zalic... dalo to zwolnienie z czesci egzaminu na biotechnologie umcs (lublin), bylo z gorki
a tak "normalnie" to uczylem sie standardowo, bez jakis tam poswiecen
Bez przesady!
Ja w liceum nigdy nie uczylem sie do północy i nie chodziłem na żadne korepetycje (strata pieniędzy) i matura jakoś poszła i egzaminy wstępne też, a do orłów nie należę. Nie stresujcie się tak licealiści. Na studiach zaczniecie się uczyć
Piotras
Dołączył: 12 Mar 2005 Posty: 31
Wysłany: 05.04.2005, 21:14:00
Ja jestem w klasie biologiczno-chemicznej dlatego mam dość dużo biologii i chemii W pierwszej klasie byly 3 godziny bioli i 3 chemii na tydzień, w drugiej 4 biologii i 3 chemii na tydzień a w trzeciej 3 biologii+2 fakultetów i 2 chemii+2 fakultetów. Mam jeszcze korki z chemii 1,5 godz. na tydzień i roziązuję z tego przedmiotu okolo 150 zadań na tydzień. Jeszcze mam 2 godziny prywatnego anglika w tygodniu. Ucze sie tez do etapu wojewodzkiego Olimpiady z Ekologii. Pozdrawiam.
ja też jestem w biologiczno chemicznej ale u nas to wyglada zupełnie inaczej
po pierwsze, biologii godzin po 3 w drugiej i trzeciej a w pierwszej 2 niestety:/
z chemii tak samo, zadnych fakultetów
nasza szkoła jest w zapadłej dziurze i rzadko ktokolwiek sie dostaje na jekieś sensowne kierunki
dlatego sporo poświecam czasu na samodzielną naukę
no i mam nieśmiałą nadzieję że sie uda
przede wszystkim wrwać sie z tej dziury:)
pozdrawiam
nika
Dołączył: 09 Kwi 2005 Posty: 2
Wysłany: 10.04.2005, 20:08:21
Ludzie kochani czy wy myslicie, ze to ile siedzicie nad ksiazkami to jest wyznacznik wiedzy??? Jak pojdziecie na studia to przekonacie sie, ze wiele osob ze wzorowym swiadectwem nie da sobie rady, gdyz z doswiadczenia wiem, ze duzo z was uczy sie na pamiec, a wystarczy inaczej sformulowac pytanie i nie wiecie o co chodzi.
Kucie to nie wszystko, trzeba umiec myslec i dokladnie rozumiec o czym sie uczy!
popieram koleżankę
uczenie się na pamięć do nieczego sensownego nie prowadzi
ale wychodze z założenia ze lepiej teraz zabrać sie prżądnie do nauki niz później mieć wyrzuty sumienia że coś nie poszlo przez zwykłe lenistwo
eh
najważniejsze teraz ze juz niedlugo wakacje...bo juz mam lekko dość
Olik
Dołączył: 23 Sty 2005 Posty: 272
Studia: jestem absolwentem biotechnologii
Wysłany: 11.04.2005, 05:16:53
Oj, a ja zauważyłam coś zupełnie innego. Kujon z liceum jest przystosowany do ciężkiej harówki, czego częśto brakuje lawirantom, olimpijczykom i innej zarazie.
Ja w LO robiłam naprawdę mało w kwestii pamięciówki. I teraz żałuję. Bo o ile przedmioty ścisłe to pestka, to wszelkiej maści ryjce doprowadzają mnie do szału :/
A poza tym - ogrom pracy nie kłóci się z jakością pracy.
michal
Dołączył: 30 Gru 2004 Posty: 68 Skąd: Kraków
Wysłany: 11.04.2005, 18:46:34
ee, lenie tez sobie radza, calkiem niezle nawet; fakt, ze czasami nie zamykaja sesji w terminie i stypendium niekoniecznie pobieraja, ale srednia w granicach 4.5 jest sie spokojnie w stanie wyciagnac (WBtUJ mowie). zdolne lenie dodatkowo wiedza, czego sie uczyc, a czas zaoszczedzony na nieuczeniu sie bzdur spedzaja na przyklad na imprezowaniu lub rozwijaniu wlasnych zainteresowan (czesto naukowych) - bo nie mozna przeciez wiecznie imprezowac . i ze srednia w granicach 4 na koniec studiow, kilkoma publikacjami i 4-letnia praktyka w laboratorium na pewno lepiej na tym wyjda od piakowiczow, ktorzy nic poza tym...
Olik
Dołączył: 23 Sty 2005 Posty: 272
Studia: jestem absolwentem biotechnologii
Wysłany: 12.04.2005, 07:12:19
Co racja to racja
Chlejąc zawsze się tak pocieszam.
Ale kilka groszy i zadowolenie rodziców przydałoby się również.
Oj, a ja zauważyłam coś zupełnie innego. Kujon z liceum jest przystosowany do ciężkiej harówki, czego częśto brakuje lawirantom, olimpijczykom i innej zarazie.
jako przedstawiciel tych na o (o jak olimpijczyk) protestuje! ;p
chociaz ja nie jestemt takim "typowim", nauczyciele mnie nie lubili, nikt mnie na rekach nie nosil, z ocenami tez za dobrze nie bylo, ogolnie nie pasuje to szablonu olimpijczyka, wiec nie bede sie na tym rozwodzil, jak i moj protest ;p nie jest taki protestowy... mialem w swojej klasie takiego koleke, 'rasowego" olimpijczyka, co sie do nas woogole nie odzywal, bo my nie nie ten poziom, no wiez taki to troche "denerwowal", ale mysle ze ze studiow to wiecej wyciagnie niz inni...
ale jak powyzej wspomniano, lepiej sie wychodzi na uczenie tego co wazne + zainteresowania (u mnie w szkole sredniej m.in olimpiada), niz zakuwanie wszystkoego co leci...
emilio
Dołączył: 05 Cze 2005 Posty: 15
Wysłany: 05.06.2005, 21:05:16
chodzilam do LO, rozsz matma, chemia i biola.
W I kl. uczylam sie najwiecej,III kl.-najmniej, no i kurde teraz sie stresuje, ze sie nie dostane
nie uczylam sie duzo-no, moze w I kl. bioli uczylam sie czesto i sporo-byla super ciekawa, az chcialo sie wchlonac wiedze;) ale to pewnie dlatego, ze to byl taki "szok" po przejsciu z gimnazjum, teraz po prostu wiem, czego i jak mam sie uczyc, dlatego szybko mi to idzie. W dodatku biole b. lubie i nie musze dlugo nad nia sleczec. Matma calkiem latwo wchodzila, bo tam na szczescie nie ma nic na pamiec, samo poszlo..a chemia...chyba przeszla genetycznie, hehe (mama chemik:P)wiec cos mi tam sie ostalo w lepetynce.
Ogolnie rzecz biorac-uczylam sie malo, ale za to z przyjemnoscia i mysle, ze o to wlasnie chodzi!!
no dobra, nie bede wiecej pisac, bo jeszcze sie nie dostalam na studia, wiec nie bede darmo sie zwierzac, heh:P
Olik
Dołączył: 23 Sty 2005 Posty: 272
Studia: jestem absolwentem biotechnologii
Wysłany: 06.06.2005, 07:05:18
Też jestem przedstawicielką tych na O., czerpałam z tego pełnymi garściami i szczerze mówiąc tytanem pracy nigdy nie byłam.
Dlatego zazdroszczę tej umiejętności typowym ryjcom.
Oceny mam dobre, ale... Mogłabym mieć lepsze :/