BioTechnolog.pl, 2006-03-30
Rozmowa z panem Robertem Gabarkiewiczem, rzecznikiem prasowym Monsanto Polska, na temat działalności koncernu, zasadności wprowadzania upraw transgenicznych, o wątpliwościach i korzyściach z tym związanych.
Marcin Kawa: To że Monsanto jest największą firmą biotechnologiczna na świecie wie chyba każdy. Jaki jest dokładniejszy zakres działalności koncernu?
Robert Gabarkiewicz: Monsanto jest wiodącą firmą w zakresie dostarczania nowatorskich rozwiązań i produktów dla rolnictwa. W tym celu stosujemy najnowocześniejsze rozwiązania z zakresu biotechnologii, genomiki i hodowli w celu polepszania opłacalności produkcji rolniczej. W tym zakresie mieści się również opracowywanie konstruktów genetycznych służących do modyfikacji roślin. Oferujemy własne odmiany roślin uprawnych i środki ochrony roślin przeznaczone dla rolnictwa. Historycznie, od powstania w roku 1901 Monsanto związane jest z rolnictwem.
A czym zajmuje się polski oddział Monsanto?
Monsanto Polska zajmuje się głównie dystrybucją i sprzedażą środków ochrony roślin oraz nasion kukurydzy i rzepaku ozimego. W swojej ofercie posiadamy m.in. znane każdemu rolnikowi herbicydy z rodziny Roundup®,a także szeroko używaną odmianę rzepaku ozimego Californium. W Polskim oddziale obecnie pracuje 20 osób.
Nowe odmiany transgeniczne nie są opracowywane?
Raczej koncepcje i potrzeby związane z zastosowaniem agrobiotechnologii w polskim rolnictwie. Natomiast cechy i odmiany nie, jest to długi i kosztowny proces. W najbliższym czasie nie planujemy budowy laboratorium badawczego. Całe nasze naukowe zaplecze mamy w macierzystej firmie w Stanach Zjednoczonych, w St. Louis, i tam działania naukowe są rozwijane. Związane jest to z bardzo dużymi kosztami, potrzeba też do tego wielu doskonale wyszkolonych naukowców oraz perspektywy działania, a takiej w Polsce, i ogólnie w Europie jeszcze wyraźnie nie widać. Wszystkie konstrukty genetyczne stosowane w roślinach z oferty Monsanto zostały opracowane w Stanach Zjednoczonych, natomiast programy hodowlane odmian są prowadzone w wielu krajach Europy również w Polsce.
Ile kosztuje opracowanie nowej rośliny modyfikowanej genetycznie?
Opracowanie nowego produktu biotechnologicznego, dostępnego w sprzedaży zajmuje zwykle 8-10 lat i kosztuje około 100 mln dolarów. Największa część z tej kwoty, bo aż 90% jest przeznaczona na badania związane z dopuszczeniem produktu na rynek. Tylko 10% kosztów związanych jest z odkryciem, innowacyjnością, testami czy modyfikacja faktycznie działa w każdych warunkach. Koszty związane z rejestracją nowego produktu dotyczą badań wpływu na środowisko, ekosystem, glebę, dżdżownice, biedronki, pająki, bioróżnorodność, organizmy wodne itp. jednym słowem na wszystko co się znajduje na polu. Oczywiście także wpływ na zdrowie ludzi i zwierząt. Lista zagadnień, które są badane jest bardzo długa.
Zatem opracowywanie nowych odmian transgenicznych zarezerwowane jest raczej dla koncernów biotechnologicznych, małe firmy nie dadzą rady?
Moim zdaniem nie, małe firmy mogą opracować nową odmianę transgeniczną, jednak tak jak i duże firmy natrafią na bariery związane z wprowadzeniem swojego produktu na rynek. Taka barierą są ogromne koszty związane z zezwoleniami na wprowadzenie do obrotu. W takiej sytuacji należy szukać partnera, wśród innych firm lub rządów państw, które są zainteresowane oferowanym produktem.
W tej chwili lokalne firmy dysponujące odmianami rośliny uprawnej, dobrze dostosowanej do lokalnych warunków środowiska mając dostęp do technologii udostępnianej przez Monsanto mogą wprowadzić ją do tych odmian i oferować rolnikom. Tyle ile jest odmian kukurydzy na świecie, różniących się właściwościami, zastosowaniem, tyle może zostać stworzonych ich pochodnych odmian transgenicznych nadających im odporność na szkodnika. Nie jest tak, że tylko Monsanto może sprzedawać kukurydzę odporną na omacnicę prosowiankę. Ten sam konstrukt genetyczny, w tym przypadku MON 810, może być wprowadzany do różnych gatunków roślin, nadając odporność nie tylko na omacnicę prosowiankę, ale i inne szkodniki z rodziny łuskoskrzydłych, np. w Hiszpanii problemem też są owady z rodzaju Sesamia sp. W tym kraju kukurydza Bt jest oferowana przez kilka firm nasiennych. Monsanto nie jest właścicielem tych odmian, a technologii nadającej odporność na szkodniki.
Zapewne dostęp do technologii nie jest darmowy, uzależnienie od Monsanto jest.
Oczywiście wykorzystanie technologii jest licencjonowane, jest to własność intelektualna Monsanto. Natomiast trudno mówić o uzależnianiu, podobnie dzieje się w każdej dziedzinie. Monsanto co roku inwestuje 500 mln dolarów w rozwój i naukę. Każdy kto jest w stanie prowadzić badania naukowe może dokonać podobnych odkryć, mogących mieć zastosowanie w biotechnologii roślin. Oczywiście idealnie było by gdyby wszystkie osiągnięcia naukowe były udostępniane szerokiemu światu za darmo, jednak musiałyby być wtedy finansowane ze środków społecznych. Taki model działania niestety nigdzie na świecie się nie sprawdził.
Jak zatem w praktyce ma wyglądać pomocy dla krajów rozwijających się Afryki, czy Azji, których nie stać na opłaty licencyjne?
Większość krajów afrykańskich nie ma prawa dotyczącego organizmów modyfikowanych genetycznie. Monsanto nie zaoferuje w żadnych kraju na świecie technologii rolnikowi jeżeli nie będzie uregulowań prawnych. Taka jest polityka Monsanto. Brak uregulowań prawnych jest powodem problemów związanych np. ze śledzeniem, etykietowaniem produktów rolnych. W RPA została opracowana ustawa dotycząca organizmów transgenicznych, są odpowiednie rozporządzenia, tam oferujemy swoją technologię, agrobiotechnologia rozwija się bardzo dobrze. Zaoferowanie odmian łatwiejszych w odchwaszczaniu, czy odpornych na szkodniki siłą rzeczy spowoduje wzrost produkcji żywności w tych krajach. Często rolnicy w krajach rozwijających się borykają się z problemami o których w Europie, czy Stanach dawno zapomniano. Są to choroby wirusowe, np. słodkich ziemniaków. W Monsanto opracowano technologię uodporniającą rośliny na te choroby, co pozwala tamtejszym rolnikom zebrać plon. Technologia, konstrukty genetyczne pozwalające stworzyć odmiany słodkiego ziemniaka odporne na choroby wirusowe zostały przekazane zainteresowanym krajom praktycznie bezpłatnie, szkolono naukowców aby byli w stanie stosować tą technologię w praktyce. Niestety wiele krajów, ze względu na wytworzoną atmosferę, nie chce, czy nawet wycofują się z korzystania z tej technologii.
Wracając do Polski, zdecydowana większość naszego społeczeństwa jest przeciwna żywności modyfikowanej genetycznie, uprawie roślin transgenicznych z przeznaczeniem na rynek.
Niestety także zdecydowana większość społeczeństwa nie ma wystarczającej wiedzy z tego zakresu. Ludzie nie wiedzą co znaczą takie pojęcia jak żywność modyfikowana genetycznie i rośliny transgeniczne. W przeprowadzonym przez Greenpeace badaniu, które wskazuje te 76% przeciwników żywności modyfikowanej genetycznie, nie ma ani jednego pytanie, które by wskazywało na poziom wiedzy respondentów. Natomiast w badaniu Polskiej Federacji Biotechnologii wśród polskich rolników, którzy w 59% są zdania iż powinni mieć wybór technologii uprawy, poziom ich wiedzy jest dość wysoki. Stąd wynika znajomość zalet tej technologii i korzyści związanych z jej stosowaniem. Tak więc rolnicy chcą móc stosować rośliny ulepszone biotechnologicznie na swoich polach. Moim zdaniem, obawy te nie są oparte na faktach i badaniach, a są wywołane strachem przed czymś nowym. Podobnie było w przeszłości z nowościami technologicznymi takimi jak kolej, samochód, telewizja czy komputer.
Ale już wykorzystanie biotechnologii w farmacji nie budzi większych kontrowersji. Czy może Monsanto zamierza pójść także tą drogą?
Nie mamy w Polsce żadnych projektów dotyczących produkcji farmaceutyków w roślinach. Takie projekty są domeną firm farmaceutycznych. Monsanto działa w sferze rolnictwa, dostarczamy rozwiązań dla rolników, tutaj mamy największe doświadczenie i największe sukcesy. Chcemy aby wszystkie produkty biotechnologiczne były oceniane tymi samymi kryteriami. Jeżeli społeczeństwo akceptuje biotechnologię przy produkcji leków, terapie genowe, czyli to co nam może uratować życie z dnia na dzień, to nie rozumiem dlaczego odmiennie podchodzi do żywności i płodów rolnych z których jest ona produkowana. Nie jest to dobre, kryteria powinny być te same, a także każdy konsument i rolnik powinien mieć zapewniony wolny wybór. Jeżeli zachoruję na cukrzycę, to chciałbym mieć możliwość zakupu biotechnologicznie produkowanej insuliny, a jako producent mięsa chciałbym móc wybierać paszę wyprodukowaną z kukurydzy transgenicznej bo miałbym większą pewność, że nie zawiera mikotoksyn szkodliwych dla zwierząt i ludzi.
Mimo tego polski rząd jest przeciwny uprawie roślin transgenicznych.
Oficjalnego stanowiska rządu jeszcze nie znamy. Do tej pory było to stanowisko Ministerstwa Rolnictwa, które próbowało przenieść je na cały rząd. Z informacji jakie podają media wiemy tylko tyle, że rząd pracuje nad swoim stanowiskiem. Oczywiście informacje te są niepokojące. Mam nadzieję, iż ostatecznie rząd weźmie pod uwagę fakty i potwierdzone wyniki badań naukowych. Jeżeli zostaną wprowadzone jakieś zakazy to po prostu zostaniemy w tyle za innymi krajami europejskimi. Czesi, Niemcy, Francuzi, Portugalczycy, Hiszpanie uprawiają już rośliny transgeniczne, a na świecie robi to 8,5 mln rolników i wszyscy odnoszą korzyści.
A Szwajcaria wprowadziła pięcioletnie moratorium na uprawę GMO.
Szwajcaria może sobie pozwolić na takie zabiegi, gdyż w tym kraju rolnictwo nie ma praktycznego udziału w produkcie narodowym brutto. Polska zawsze była, jest i najprawdopodobniej będzie krajem rolniczym. Rolnictwo w naszym kraju stanowi znaczną pozycję w budżecie i polityce. I myślę, że nasz rząd powinien to oceniać z tej perspektywy. Jeżeli mimo wszystko zostanie wprowadzony zakaz to sądzę, że Komisja Europejska będzie zmuszona zaskarżyć tą decyzję, tak jak to było w przypadku Górnej Austrii. Austriacy muszą się teraz zastanawiać co z tym zrobić, gdyż w świetle unijnego prawa są to działania nielegalne.
Wybiegając w przyszłość, czym zajmować się będzie polski oddział Monsanto gdy wprowadzony zostanie bezwzględny zakaz uprawy roślin transgenicznych w Polsce?
Taka decyzja w jednym kraju nie wpłynie na sytuację całej firmy. Będziemy zajmować się tym czym do tej pory, czyli dystrybuować i sprzedawać środki ochrony roślin oraz nasiona odmian konwencjonalnych. Dostarczać nowe rozwiązania dla rolnictwa i zabiegać o to, aby polskie rolnictwo nie było skansenem Europy.
Przeczy to argumentom zwolenników GMO, mówiącym o spadku użycia chemicznych środków ochrony roślin dzięki biotechnologii?
Do produkcji żywności na poziomie pozwalającym wyżywić ludzkość niezbędna jest ochrona rośliny uprawnych. Mimo stosowania chemicznych środków ochrony roślin szkody wyrządzane przez różnego rodzaju agrofagi ciągle są znaczne. Dzięki odmianom transgenicznym globalne zużycie chemicznych środków ochrony roślin spada, jednak nie możemy zakładać, że uprawy GMO zastąpią całkowicie stosowanie środków ochrony roślin w krótkim czasie. Biotechnologia rolnicza to następny krok do przodu w postępie technologicznym w rolnictwie pozwalający minimalizować negatywny wpływ rolnictwa na środowisko. Uprawa kukurydzy Bt odpornej na omacnicę prosowiankę nie wymaga stosowania oprysków na tego szkodnika, ale nie zmienia potrzeby ochrony przed chwastami. Spadek ilości stosowania pestycydów jest związany z nadawaniem odporności na niektóre szkodniki oraz zastępowania jednych herbicydów innymi, bezpieczniejszymi i bardziej skutecznymi w mniejszych dawkach. Opracowanie soi odpornej na herbicyd Roundup Ready® wyeliminowało potrzebę użycia kilku innych herbicydów, o gorszych parametrach.
W Europie nie mamy problemu z ilością żywności, gdyż w tej chwili możemy sobie pozwolić na ogromne dopłaty dla rolnictwa, aczkolwiek zauważalna jest już zmiana Wspólnej Polityki Rolnej zmierzająca do ograniczania dopłat. Przy wystarczającej ilości płodów rolnych (chociaż to nie do końca jest prawdą, gdyż UE jest jednym z największych importerów płodów rolnych) rolnik europejski nie do końca jest zainteresowany osiąganiem jak najwyższych plonów. Stąd nie ma potrzeby zwiększania ilości natomiast jest drastyczna potrzeba zwiększania jakości plonów i poprawy opłacalności. Unia Europejska, a za nią polskie ustawodawstwo opracowuje coraz bardziej restrykcyjne wymagania np. co do zawartości pozostałości środków ochrony roślin, czy mikotoksyn w płodach rolnych.
Czy rozwiązaniem nie może być żywność ekologiczna?
Wg mnie te dwa typy produkcji rolniczej absolutnie się nie wykluczają i powszechnym błędem jest przeciwstawianie ich sobie. Niestety Nigdzie na świecie nie sprawdził się program rolnictwa ekologicznego z przeznaczeniem na rynek jako głównego źródła żywności. Nie da się ekologicznymi metodami wyprodukować dużej ilości żywności o odpowiedniej jakości. Płody rolne z gospodarstw ekologicznych są produkowane w małych ilościach i o zróżnicowanych parametrach jakościowych. W Polsce, w roku 2004 wg Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych uprawy ekologiczne stanowią 0,5 % powierzchni wszystkich użytków rolnych. Z tego 52% to łąki i pastwiska, a część sady i uprawy warzywne. Trudno jest więc mówić o gospodarstwach ekologicznych, które uprawiają np. kukurydzę. Produkcja ekologiczna polega na certyfikacji gospodarstw, a nie na kontroli dostarczanego na rynek produktu. Praktyka uprawy ekologicznej dopuszcza stosowanie różnego rodzaju środków, które nigdy nie były dokładnie przebadane. Są to np. wyciągi z pokrzywy, których dokładnego składu chemicznego nie znamy. Można stosować także roztwór szarego mydła, czy miedź i siarkę jako substancje aktywne fungicydów. Są to bardzo proste substancje, w starych formulacjach proszkowych jakie były stosowane przed laty w tradycyjnej ochronie roślin, gdy nie było aktualnie stosowanych nowoczesnych środków.
Również współistnienie różnych typów rolnictwa jest możliwe jak wskazują wynika licznych badań, a także praktyka np. w Hiszpanii czy USA. W Hiszpanii gdzie uprawia się kukurydzę Bt od 8 lat nie ma żadnych problemów, a ponadto powierzchnia upraw ekologicznych również wzrosła.
A nie lepiej oferować żywność z oznaczeniem, iż nie jest genetycznie modyfikowana? Z badanie Greenpeace wynika, że 70% polskiego społeczeństwa jest w stanie zapłacić więcej za produkty niemodyfikowane genetycznie?
Niestety badań wskazujących na chęć płacenia więcej za produkty ekologiczne nie potwierdza praktyka w żadnym z krajów świata. W każdym kraju jest pewien niewielki procent społeczeństwa, który rzeczywiście jest w stanie płacić więcej za takie produkty. Oczywiście nie oznacza to, że na rynku nie może być żywności ekologicznej, a przeciwnie powinna być. Ci co chcą za nią płacić więcej powinni mieć taką możliwość, powinni mieć wybór. Ale taki sam wybór powinna mieć i reszta społeczeństwa, która chciałaby wybierać tańsze i równie dobre produkty. Przeprowadzone badania w kanadyjskich supermarketach wskazują, że większość klientów mimo wyraźnych oznaczeń, iż dany produkt jest modyfikowany genetycznie, mając na sąsiedniej półce taki sam produkt wyprodukowany konwencjonalnie, wybierała ten modyfikowany ze względu na niższą cenę. Prawo nakazujące oznaczania, że dany produkt jest modyfikowany genetycznie jest dobre, pozwala dokonać świadomego wyboru. Z przeprowadzanych badań na konsumentach wynika, że nadal najważniejszym kryterium wyboru danego produktu jest cena, i nie dotyczy to tylko produktów modyfikowanych genetyczne.
W tej chwili nasze produkty rolne uważane są w Europie za zdrowe, dobrej jakości, i są chętnie kupowane. Czy na eksporcie polskiej zdrowej żywność, dodatkowo z oznaczeniem, iż nie jest GMO nie zarobimy więcej?
Tzw. polska zdrowa żywność jest bardzo dobrym hasłem marketingowym. Wzrost eksportu polskiej żywności w momencie przystąpienia do Unii Europejskiej w mojej opinii nie był spowodowany nadzwyczajnymi kryteriami i polską zdrową żywnością, cokolwiek by pod tym się nie kryło, a niższymi cenami. W momencie gdy ceny u nas wzrosły zmniejszył się i popyt na polską żywność. Dodatkowe oznaczanie jej jako wolnej od GMO niczego nie zmieni, gdyż żywność zawierająca składniki GMO znajduje się na rynkach krajów UE, a np we Francji oznaczenia takie są nielegalne. Wszystko będzie zależało od ceny. Moim zdaniem tzw. polska zdrowa żywność w żaden sposób nie stoi w sprzeczności z biotechnologią. Produkty biotechnologiczne jak najbardziej mogą być zaliczane do takiej żywności.
W Polsce uznaje się, że nasze rolnictwo jest z natury ekologiczne, bo stosujemy średnio mniej środków ochrony roślin niż na Zachodzie. Choć i to stwierdzenie zostało ostatnio zweryfikowane przez praktykę. Wg Głównego Inspektoratu Ochrony Roślin i Nasiennictwa średnie zużycie środków ochrony roślin w ostatnich latach to 3,13 kg s.a./ha a w przypadku jabłoni to już 9,28 kg s.a./ha, podobnie jak w uprawach pomidorów 8,7 kg s.a./ha. To nie oznacza, że jest lepiej lub gorzej, jest po prostu podobnie. Biorąc pod uwagę strukturę gospodarstw w Polsce mamy ok. 2 mln gospodarstw, z czego19% stanowią gospodarstwa powyżej 10 ha reszta to bardzo małe gospodarstwa. Ta zdecydowana mniejszość uprawia ponad 50% użytków rolnych i to oni stanowią zaplecze produkcji żywności. Wg Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej koncentracja ziemi poprzez powiększanie powierzchni gospodarstwa staje się koniecznością. Zdecydowana większość małych gospodarstw nie produkuje na rynek. Ich status jest trudny do określenia, mówi się iż są to rolnicy posiadający ziemię. Ci rolnicy niewiele mają wspólnego z produkcja żywności na rynek, oni produkują na własne potrzeby. Większy plon z hektara niekoniecznie jest dla nich interesujący, natomiast dla większych gospodarstw większy i lepszy plon z każdego hektara to konkretny zysk i lepsza pozycja konkurencyjna na wspólnym rynku. Nie chodzi o to aby od razu stworzyć same gospodarstwa wielohektarowe, ale o to aby nie blokować możliwości rozwoju tym rolnikom, którzy się z produkcji żywności faktycznie utrzymują. To ci rolnicy muszą konkurować z rolnikami z innych krajów na unijnym rynku. Już w tej chwili importujemy kukurydzą z Węgier, która jest po prostu tańsza.
Polskie rolnictwo jest bardzo rozdrobnione, czy rolnikom gospodarującym na kilku hektarach może się opłacać uprawa odmian transgenicznych?
Zdecydowanie tak. Wg nas ta technologia jest przeznaczona dla każdego rolnika, każdy kto potrzebuje odmiany transgenicznej odniesie korzyści. Łącznie z rolnictwem ekologicznym, które przede wszystkim opiera się na zakazie stosowania chemicznych środków ochrony roślin. Uprawiając kukurydzę Bt, która sama broni się przed szkodnikami, nie musimy używać insektycydów. Zapis, iż gospodarstwo nie może być ekologiczne, jeżeli uprawia rośliny ulepszone biotechnologicznie jest sztuczny. Rośliny transgeniczne są najlepiej przebadanymi roślinami oferowanymi na rynku. Dużo mniej wiemy o nowych odmianach uzyskiwanych metodami konwencjonalnymi, włączając w to mutagenezę, czy radiogenezę. Pszenżyto nie było badane w taki sposób, jak bada się nowe odmiany transgeniczne.
Tylko czy polscy rolnicy chcą uprawiać modyfikowaną genetycznie rośliny?
Z badania przeprowadzonego przez Polską Federację Biotechnologii wynika, że 60% rolników chce mieć wybór stosowania nowej technologii. Rolnicy, którzy produkują żywność na rynek są nowoczesnymi rolnikami, prowadzącymi swoje gospodarstwa na poziomie unijnym, a często wyższym w przypadku niektórych uprawach. Do wyboru odmian transgenicznych skłania ich sytuacja ekonomiczna i i konieczność rozwiązywania konkretnych problemów, chcą być konkurencyjni na wspólnym unijnym rynku. Plony rolnika produkującego na rynek muszą być określonej jakości, stawiane są coraz wyższe wymagania. Z obserwacji w innych krajach widać, iż technologia pozwalająca na uporanie się z jakimś trudnym rolniczym problemem jest szeroko akceptowana przez rolników. Nigdzie na świecie nie było problemu z adaptacją tej technologii przez rolników. Z naszych rozmów z polskimi rolnikami wiemy, że mając określony problem taki jak np. szkodniki w uprawie kukurydzy poszukują efektywnego rozwiązania tego problemu. Uważam, że rolnicy powinni mieć możliwość wyboru technologii, którą stosują w swoim gospodarstwie. Jeżeli oferowane technologie nie będą rozwiązywać problemów i spełniać oczekiwań rolników to nikt i nic nie będzie w stanie zachęcić ich do stosowania tych technologii. W tej chwili blokuje się dostęp rolników do roślin ulepszonych genetycznie, a to oznacza, że ogranicza się im wybór.
Zatem ile może polski rolnik zyskać na uprawie kukurydzy modyfikowanej genetycznie?
W polskim katalogu roślin uprawnych mamy ponad 150 odmian kukurydzy. Ich ceny są zróżnicowane w zależności od warunków hodowli, zastosowania i plonu. Odmiana modyfikowana genetycznie jest pochodną danej odmiany konwencjonalnej, różni się tylko wprowadzonym genem, zatem ceny można łatwo porównać. Odmiana transgeniczna jest przeciętnie o 150zł droższa od odpowiedniej odmiany konwencjonalnej. A 150zł to koszt wykonania jednego zabiegu oprysku insektycydem na omacnicę prosowiankę na powierzchni jednego hektara. Na tą kwotę składa się insektycyd, woda, koszt użycia ciągnika, czas pracy. Na obszarach gdzie intensywnie jest uprawiana kukurydza, czyli w okolicach Rzeszowa i Wrocławia jeden zabieg jest niewystarczający aby poradzić sobie z omacnicą, z reguły Instytut Ochrony Roślin zaleca dwa zabiegi, co daje skuteczność w granicach 80%. Problem ze stosowaniem chemicznych insektycydów wiąże się ze ściśle określonym terminem, w którym należy wykonać zabieg. Należy wiedzieć kiedy go wykonać, zależne jest to także od warunków pogodowych. Drugi zabieg przypada w momencie gdy rośliny kukurydzy mają 1,5 do 2 m wysokości. Pojawiają się więc problemy w aspekcie technicznym, po prostu nie można wjechać cięgnikiem na pole, tak aby nie uszkodzić roślin. Na obszarach o silnym porażeniu omacnicą prosowianką zastosowanie odmiany odpornej na tego szkodnika przy takim samym nawożeniu, takiej samej uprawie daje o około dwie tony większy plon, niż odmiany konwencjonalne, wyraźny jest więc zysk dla rolnika. Cena dwóch ton dodatkowego plonu znacznie przewyższa kwotę jaką trzeba doliczyć aby zakupić odmianę modyfikowaną genetycznie.
Ale konieczny jest coroczny zakup ziarna, rolnik nie może sobie odłożyć części plonu do wysiewu w nowym sezonie?
To jest właśnie jeden z bardzo chwytnych medialnie mitów, rozpowiadanych przez ludzi nie mających zielonego pojęcia o rolnictwie. W przypadku kukurydzy, 150 odmian znajdujących się w polskim rejestrze odmian to w 100% odmiany mieszańcowe, których nasiona są od lat, rokrocznie kupowane przez rolników. Wyprodukowany z nich plon jest wyższy niż odmian populacyjnych, ma wysoką jakość przemysłową nie jest natomiast materiałem siewnym. Zgodnie z prawami genetyki Mendla w następnym pokoleniu cechy warunkujące dobre właściwości ulegają rozszczepieniu, co oznacza, że ich wysiew jest niekorzystny dla rolnika. Odmiany mieszańcowe to niemal 100% wszystkich uprawianych odmian w krajach, gdzie gospodarka rolna jest na wyższym poziomie. Odmiany te pozwalają uzyskać lepszy, powtarzalny, jednorodny plon. Rolnik po prostu wie co uprawia, ma pewność uzyskania plonów na odpowiednim poziomie. Odmiana modyfikowana genetycznie jest pochodną danej odmiany konwencjonalnej, różni się od niej tylko wprowadzonym genem. Zatem coroczny zakup materiału siewnego odmiany modyfikowanej nie jest żadną nowością ani zaskoczeniem dla rolnika.
Wydawać by się mogło, że w Polsce najlepiej przyjmie się ziemniak odporny na stonkę. Dlaczego Monsanto nie wprowadza takich ziemniaków?
Ziemniaki odporne na stonkę były testowane w Polsce, wyniki były znakomite. Ale stonka ziemniaczana nie jest największym problemem uprawy ziemniaków w naszym kraju. Dostępne są skuteczne i tanie insektycydy. My jako Monsanto chcemy rozwiązywać najważniejsze problemy występujące w ważnych uprawach. Jest to oczywiście związane z kosztami uzyskania produktu biotechnologicznego.
Zatem w Polsce kukurydza transgeniczna ma najlepiej spełniać te warunki?
Tak, w Polsce powierzchnia upraw kukurydzy ciągle wzrasta, jest w Polsce bardzo znaczącą uprawą. W 2005 roku wynosiła 665 000 ha. Kukurydza jest uprawiana nie tylko na cieplejszym południu kraju, ale i w Wielkopolsce, na Mazurach. Największy problem w uprawie kukurydzy stanowi szkodnik omacnica prosowianka, na którą kukurydza Bt jest odporna. W mojej ocenie zastosowanie kukurydzy Bt rozwiąże problem start plonów związanych z tym szkodnikiem. Uprawa tej kukurydzy jest jak najbardziej uzasadniona w przeciwieństwie do małopowierzchniowych upraw warzywnych.
Zatem, najkorzystniej aby wszyscy rolnicy zaczęli uprawiać transgeniczną kukurydzę?
Oczywiście, że nie, nigdzie tak nie jest, że wszyscy rolnicy nagle muszą zacząć uprawiać rośliny modyfikowane genetyczne. To jest jedynie możliwość wyboru przez rolnika, który musi osiągnąć swoje cele, on musi się z tego utrzymać. Zdecydowanie się na uprawę roślin transgenicznych jest poparte potrzebą poradzenia sobie z jakimś problemem. Rolnicy uprawiający kukurydzą na północy kraju gdzie omacnica prosowianka nie występuje nie będą kupować odmian Bt, odpornych na tego szkodnika, bo nic na tym nie zyskają, przeciwnie, musieliby jeszcze dopłacić. Na tym obszarze nie ma najmniejszego uzasadnienie stosowania tej odmiany kukurydzy.
Na koniec pytanie, zapewne interesujące studentów i absolwentów biotechnologii. Czy mają szansę pracy w Monsanto?
Polscy absolwenci chcący pracować w laboratoriach badawczych Monsanto moją szansę zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych. Na stronie internetowej Monsanto są zamieszczane aktualne oferty pracy. Jeżeli ktoś czuje się na siłach, ma ciekawe pomysły niech aplikuje. Jesteśmy otwarci na współpracę. Natomiast w polskim oddziale bardziej od znajomości technik biotechnologicznych przyda się wiedza nt. uprawy i biotechnologii roślin z umiejętnością jej dalszego przekazywania. Jeżeli będziemy rozszerzać zakres działalności chętnie przyjmiemy i absolwentów biotechnologii.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również.
Rozmawiał Marcin Kawa
Warszawa, 27 luty 2006